sobota, 27 stycznia 2024

Mitraizm – Kult Mitry

 



WESPAZJAN  (69-79)                                                     

Didrachma (6,94g)   Cezarea      76/77 ne

RPC II 1642, Sydenham, Caesarea 92

Awers: Głowa cesarza w wieńcu laurowym w prawo, ΑΥΤΟΚΡΑ ΚΑΙϹΑΡ ΟΥƐϹΠΑϹΙΑΝΟϹ ϹƐΒΑϹΤΟϹ (IMPERATOR CEZAR WESPAZJAN AUGUST)

Rewers: Helios w radialnej koronie na Górze Argaeus z długim berłem i globem, ΠΑΤΗΡ ΠΑΤΡΙΔΟϹ (OJCIEC OJCZYZNY)

Proweniencja: Jean Elsen & ses Fils, ex Marc Bar Collections

Edward A. Sydenham, jeden z najwybitniejszych badaczy dziejów numizmatyki z Kapadocji jako rzymskiej prowincji, dopuścił jako jedną z możliwości, że bóstwem przedstawionym na Górze Argaeus jest perski Mitra. Spróbuję przyjrzeć się tej tezie bliżej i prześledzić wędrówkę tego solarnego bóstwa z hinduskiej Rigwedy na szczyt wulkanu Erciyes Dağı. Historia to wiedza zdobyta przez badanie przeszłości.  Najwcześniejsze wzmianki o bogu Mitrze pochodzą z II tysiąclecia p.n.e., a ich źródłem spisanym są Rigweda i Awesta. W okresie hellenistycznym Mitra utożsamiany był z Apollem i Heliosem. Wreszcie w I wieku n.e., za panowania dynastii Flawiuszów, zaczął szerzyć się w Rzymie, głównie za sprawą legionistów,  kult zabójcy byka – mitraizm.

Awesta, święta księga Zaratustrian, przedstawia Mitrę jako Pana Zobowiązań, jednego z Jazatów Ahura Mazdy. Opisuje go jako bóstwo przymierza, światła, przysięgi, sprawiedliwości i słońca, wszechwidzącego obrońcę prawdy oraz strażnika bydła, żniw i wód. Według perskiej tradycji Mitra został zrodzony ze skały. Wspominałem już we wcześniejszych tekstach, że w hetyckich manuskryptach bogowie gór, w tym Argajos, byli świadkami traktatów zawieranych przez Hetytów. Byli zatem kimś w rodzaju strażników sprawiedliwości. Podobnie był postrzegany perski Mitra, w Aweście to przed jego sąd trafią dusze zmarłych, a on w swych rękach ma dzierżyć szale sprawiedliwości, na których spoczną uczynki, słowa i myśli zmarłego. Nie może dziwić, że w czasach panowania perskich Achemenidów w Kapadocji, z łatwością szerzyła się religia zoroastrianizmu i mazdaizmu, w których głównym symbolem Ahura Mazdy był oczyszczający ogień (swoją drogą japońska firma Mazda zaczynała od produkcji żarówek). Jaką wspaniałą scenografią dla tego kultu była góra/wulkan Argajos, z którego jak pisze Strabon wybuchał nocami ogień wzniecający pożary.

Kultura hellenistyczna bardzo mocno powiązała ze sobą greckiego Heliosa z perskim Mitrą, którego zrównała z samym Ahura Mazdą, czyniąc go zatem bogiem nie tylko słońca i wiecznego ognia, ale też utrzymującego porządek w całym wszechświecie. Do tego zresztą szerzej warto będzie jeszcze wrócić w innych tekstach. Zatem mieliśmy na terenie Kapadocji kult boga zrodzonego ze skały i zawiadującego całym kosmosem, ale też odpowiedzialnego za życiodajną wodę. Wspominałem już o specyficznym mikroklimacie wokół Góry Argaeus, skutkującym wzmożoną ilością opadów atmosferycznych, a co za tym idzie zalesieniem wokół góry, jednym z nielicznych na terenie całego kraju. Miejsca doskonałego też pod wypas bydła, którego opiekunem był Mitra. Nieliczne znaleziska archeologiczne potwierdzają istnienie jego kultu w okresie królestwa Kapadocji.

Mitra – a może już raczej Deus Sol Invictus Mithra, przybył do Rzymu w I wieku n.e. Wzmożenie jego kultu miało miejsce w czasie panowania dynastii Flawiuszów, co daje nam podstawy przypuszczać, że swój początek miał podczas rządów pierwszych cesarzy rzymskich. Najwcześniejszą świątynię w Rzymie, poświęconą Mitrze, zlokalizowano w podziemiach, znajdujących się pod obecnie stojącą bazyliką św. Klemensa. Świątynie Mitry mieściły się w ciemnych jaskiniach, podziemiach, pomieszczeniach odizolowanych od świata codziennego. Najczęściej w centralnym miejscu umieszczano posąg Mitry, noszącego spiczastą, frygijską czapkę, zabijającego byka. Sam kult, przypominający sektę, miał charakter bardzo ekskluzywny, był dostępny jedynie dla mężczyzn, którzy przechodzili przez kolejne kręgi wtajemniczeń (było ich siedem). Największą popularność zyskał sobie wśród żołnierzy i kupców, dzięki którym rozprzestrzenił się po niemal całym Imperium, a z upływem czasu znalazł swoich wyznawców nawet wśród cesarzy. Niestety dla nas, ekskluzywność kultu, dość precyzyjnie osłoniła go mgłą tajemnicy przed nami. Do dziś trwają spory na ile mieliśmy wciąż do czynienia z perskim Mitrą-Heliosem, a na ile, z na nowo stworzonym przedstawieniem tego boga. Wiemy, że największe święto ku jego czci odbywało się 25 grudnia (Sol Invictus), a dniem mu poświęconym była niedziela.

Pierwszy raz na kapadockiej monecie owo zagadkowe bóstwo w radialnej, czy też solarnej koronie pojawia się dopiero pod panowaniem Rzymian, za cesarza Tyberiusza, na omawianej już drachmie. Co zatem przemawia za tym, że tym bóstwem mógł być Mitra? Zapewne związek, poprzez swoje narodziny, ze skałą, górą, zapewne jego atrybucje solarne i powiązanie z lokalną tradycją. Moc władania (poprzez moc góry) nad ogniem i wodą. Pamiętajmy też, że jedynie nieliczne miasta poza Rzymem miały przyzwolenie bicia srebrnych monet, których emisja była pod ścisłą kontrolą stolicy Imperium. Lwia część produkowanych monet w Cezarei-Euzebii, była przeznaczona na opłacenie stacjonujących tam wojsk i prowadzonych przezeń kampanii, a skoro to właśnie wśród legionistów najszybciej szerzył się kult Mitry, to kolejny argument za tym, że to on sam mógł być przedstawiany na monecie.

Oczywiście to wszystko jest jedynie próbą zbadania tezy wysnutej przez Sydenhama, ale też prześledzeniem jak olbrzymi wpływ na dane zjawiska ma przeszłość, jak niebezpiecznym jest próba odseparowania teraźniejszości od minionych zdarzeń, a także na ciągłość kulturową kształtowaną poprzez wieki. Zapewne wyczuwalne, o czym nie chciałem się rozpisywać, jest powiązanie religii Zaratustrian, jak i kultu Sol Invictus z religią judeochrześcijańską. Jak niedalekie kulturowo jest przedstawienie (być może) Mitry na Górze Argaeus, do „słynnej”, górującej nad powiatem świebodzińskim figury Chrystusa Króla.

Świątynia Mitry pod kościołem św. Klemensa w Rzymie


poniedziałek, 22 stycznia 2024

Pomyłka mincerza czy tylko moja fantazja?



 

TYBERIUSZ  (14-37)                                                      

Drachma (3,57g)   Cezarea     22/23 ne

RPC I 3621.7, Sydenham, Caesarea 43

Awers: Głowa cesarza w wieńcu laurowym w prawo, TI CAES AVG P M TR P XXXIV (TYBERIUSZ CEZAR AUGUST PONTIFEX MAXIMUS OBDARZONY WŁADZĄ TRYBUŃSKĄ PO RAZ TRZYDZIESTY? CZWARTY)

Rewers: Głowa Druzusa w lewo, DRVSVS CAES TI AVG F COS II  TR P IT (DRUZUS CEZAR SYN TYBERIUSZA AUGUSTA, KONSUL PO RAZ DRUGI, OBDARZONY WŁADZĄ TRYBUŃSKĄ POWTÓRNIE)

Proweniencja: NBS Auctions

W „Gramatyce monet rzymskich” B. Awianowicza czytamy, że: „w przypadku cesarzy okresu pryncypatu datowanie (monet następuje) na podstawie konsulatów (COS), kolejnych latach sprawowania tribunica potestas (TRIB POST, TR POT, TR P) i kolejnych obwołań imperatorskich (IMP)”. W przypadku monet rzymskich z Kapadocji, w całej ich historii, tj. od emisji Tyberiusza do Gordiana III, z legendą odwołującą się do tribunica potestas mamy do czynienia wyłącznie przy dwóch drachmach z okresu panowania Tyberiusza. Są to legendy: TR P XXXIV oraz TR P XXXV, zatem: obdarzonego władzą trybuńską po raz trzydziesty czwarty i trzydziesty piąty. Tyberiusz został obdarzony władzą trybuńską po raz pierwszy, jeszcze za panowania Augusta, w 6 roku p.n.e. i sprawował ją przez kolejne pięć lat. Po raz szósty został obdarzony władzą trybuńską, po adopcji przez Augusta, w 4 roku n.e. i sprawował ją już do swojej śmierci. Łatwo zatem zadatować powyższe drachmy na lata 32/33 n.e. i 33/34 n.e. (tribunica potestas była przyznawana 26 czerwca). Przejdźmy teraz do wizerunku znajdującego się na rewersach tych monet – Druzusa Cezara.

Druzus Młodszy był synem Tyberiusza i Wipsanii, córki Marka Agrypy, urodzonym ok. 14 roku p.n.e., jako Nero Claudius Drusus. Po adopcji Tyberiusza przez Augusta zmienił imiona na Druzus Juliusz Cezar, a po śmierci swojego przybranego brata, Germanika, w 19 roku n.e., został najważniejszym pretendentem do objęcia tronu po Tyberiuszu. Jego kariera polityczna była odzwierciedleniem ścieżki jaką przebywał Germanik i obejmował kolejno wszystkie urzędy w tym wieku co on. Kasjusz Dion w „Historii Rzymu” nazywał go „Kastorem” porównując Druzusa i Germanika do bliźniaków, Kastora i Polluksa, z mitologii rzymskiej. Swój pierwszy konsulat objął w 15 roku n.e., później do roku 20 n.e., sprawował namiestnictwo w Illyricum. Jego sukcesy militarne zostały nagrodzone przyznaną mu przez Senat owacją. W roku 21 n.e. Druzus sprawował po raz drugi konsulat, tym razem jego współkonsulem był Tyberiusz. Cesarz już wówczas coraz bardziej wycofywał się z otwartego uczestnictwa w polityce, opuścił Rzym udając się do Kampanii na 20 miesięcy, pozostawiając Druzusa samego w Rzymie. Po udanym konsulacie syna, zwrócił się do Senatu z prośbą o przyznanie Druzusowi władzy trybuńskiej w 22 roku n.e., co uczyniło Druzusa praktycznie równym samemu princepsowi. Prawda jednak wyglądała nieco inaczej, ponieważ faktyczną władzę, pod nieobecność cesarza w Rzymie, sprawował dowódca pretorianów – Sejan. Konflikt na linii Druzusa z Sejanem zaostrzał się coraz bardziej, gdyż jak uważa większość historyków, ten drugi dążył do przejęcia absolutnej władzy nad Imperium. Koniec Druzusa był tragiczny, jak podaje Tacyt, został on, za namową Sejana, otruty przez własną żonę Liwillę i zmarł 14 września 23 roku n.e.

Teraz pora wrócić do omawianej drachmy, przypomnę datowanej na 32/33 rok n.e. Na jej rewersie, wokół głowy Druzusa widnieje legenda: DRUZUS CEZAR SYN TYBERIUSZA AUGUSTA, KONSUL PO RAZ DRUGI, OBDARZONY WŁADZĄ TRYBUŃSKĄ POWTÓRNIE. Zatem legenda wskazuje na rok 23 n.e., w tym samym roku w Rzymie emitowane są dwie monety z brązu: as z głową Druzusa na awersie i legendą: DRVSVS CAESAR TI AVG F DIVI AVG N i na rewersie wokół S C: PONTIF TRIBVN POTEST ITER. Drugą monetą jest sesterc wybity dla uczczenia urodzin  bliźniaków Druzusa i Liwilli, przedstawiający głowy Gemellusa i Germanika umieszczone w dwóch, skrzyżowanych rogach obfitości. Na rewersie sesterca czytamy: DRVSVS CAESAR TI AVG F DIVI AVG N PONT TR POT II. Czy jest możliwe, że kapadocka drachma pochodzi z tego samego roku? Czy możliwe, że to pomyłka mincerza, który dodał za dużo o jedno X, sprawiła, że dziś niewłaściwie datujemy tę monetę na rok 32/33 n.e., zamiast na 22/23 n.e.? Moim zdaniem tak. Spróbuję teraz dowieść dlaczego tak uważam.

Po pierwsze. To dowód najbardziej intuicyjny, umieszcza bowiem tę drachmę w najbardziej logicznym punkcie historycznym. Moneta wówczas pełni rolę propagandową, obwieszcza sukcesora tronu rzymskiego, a będąc monetą srebrną pełni funkcję monety imperialnej, a nie tylko lokalnej. Kolejna drachma, a zarazem ostatnia z wizerunkiem Druzusa, znów zakładam, że zawierająca podobną pomyłkę dodatkowego X, datowana na kolejny rok tj. 23/24 n.e., zbiega się ze śmiercią Druzusa, a zatem końcem jego, jako następcy. Co przemawiałoby za wybiciem tych monet w latach 32-34 n.e.? Tyberiusz miał wówczas ponad 70 lat, żył w oderwaniu od rzeczywistości, ukrywał się przed światem na wyspie Capri, targany podejrzliwościami i ufający jedynie swemu astrologowi i wróżbicie Trazyllowi. Dlaczego emitent kapadockich monet rozpoczął wtedy emisję z wizerunkiem zmarłego w 23 roku n.e. Druzusa? Niestety nie posiadamy informacji o Kapadocji z tamtych lat. Ostatnim, a zarazem pierwszym jej namiestnikiem wymienionym przez Tacyta jest Quintus Veranius, sprawujący tę funkcję w latach 18-19 n.e., wiemy, że potem funkcję naczelną w prowincji sprawowali prokuratorzy, a pierwszym znanym z nazwiska jest Iulius Paelignus w latach 51-52 n.e. Jeżeli chodzi o niepokoje wewnętrzne i zagrożenie z zewnątrz, po zaprowadzeniu porządków przez Germanika w 18-19 n.e. w całym regionie, źródła historyczne milczą na ten temat, z czego możemy wnioskować, że sytuacja w Kapadocji była stabilna. Ludność prowincji też nie miała powodów do narzekań, bo jedynymi znanymi nam reformami przeprowadzonymi przez Veraniusa był podział podział prowincji na 10 prefektur, o czym wspomina Strabon i reforma podatkowa: „Ujęto ludności nieco z danin królewskich, aby tym łagodniejszych rządów po Rzymianach spodziewać się mogli.” (Tacyt II.56.4). Mówiąc konkretniej, Tyberiusz zezwolił na zmniejszenie 1% podatku do poziomu 0,5%, a jeszcze nie słyszałem by zmniejszenie podatku gdziekolwiek i kiedykolwiek wywołało niezadowolenie. Trudno mi zatem znaleźć logiczne wytłumaczenie dla emisji takiej monety, kiedy już powszechnie było wiadomym, że do roli sukcesora szykowany jest Gajusz (Kaligula).

Po drugie. Dokonałem przeglądu wszystkich dostępnych monet z prowincji z wizerunkiem Druzusa w katalogu RPC. Wszystkie, dające się zadatować, zostały wybite za jego życia, a pozostałe są umieszczane w katalogu RPC w okresie pierwszego dziesięciolecia rządów Tyberiusza. Te datowane najczęściej pochodzą z lat 20-23 n.e., zatem czasu zbieżnego z proponowaną przeze mnie emisją drachm kapadockich. Są przypadki możliwych późniejszych emisji w prowincji monet z Druzusem, ale towarzyszą mu na nich młodzi sukcesorzy, najczęściej jest to Gajusz. Sam Gajusz doczekał się również kilku emisji prowincjonalnych, gdzie awers monety prezentuje cesarza Tyberiusza. Jedynymi monetami z okresu rządów Tyberiusza z prowincji azjatyckich, z legendą łacińską określającą daty emisji przy pomocy tribunica potestas cesarza, są trzy brązy z Kommageny, datowane  TR POT XXI i XXII, a zatem na lata 19/20 i 20/21 n.e. W katalogu RPC są to kolejno numery 3868, 3869, 3870. Na awersie mamy portret Tyberiusza, zaś na rewersie kaduceusz i skrzyżowane rogi obfitości lub kłosy zboża. Pełna legenda tych monet brzmi: TI CAESAR DIVI AVGVSTI F AVGVSTVS PONT MAXIM COS III IMP VII TR POT XXI (lub XXII). Dlaczego zwróciłem uwagę na te właśnie monety? Po pierwsze to bliźniaczo podobny portret cesarza do kapadockich emisji, po drugie bardzo podobny rodzaj czcionki liter i w końcu położenie Kommageny, oddzielonej od Kapadocji przez Germanika w 18 n.e.

Po trzecie. W tym podpunkcie chciałbym zająć się kwestią języka łacińskiego na drachmach. Dla całej zhellenizowanej Azji językiem oficjalnym była na ogół greka i przez ostatnie stulecia to tego języka używali mincerze wybijający monety w tej części świata. Zatem użycie języka łacińskiego było dla nich kompletnym novum, ale też zbliżało ich kulturowo do Rzymu. Na emisji XXXV zdarzają się drobne różnice w legendzie rewersu, czasami brakuje F (syn), czasami zamiast COS jest COC. To oczywiście niczego nie udowadnia, ale pozwala przypuszczać, że i w dacie mógł wystąpić błąd. Monet tych zapewne nie wyprodukowano zbyt wiele, nie mamy danych jakie było na nie zapotrzebowanie w prowincji i dla imperium, a w większych znaleziskach monet kapadockich, emisje z Druzusem, a zwłaszcza te z pierwszego roku stanowią jedynie nikły procent.

Po czwarte i ostatnie. Chciałbym jeszcze raz wrócić do jednego z kluczowych pojęć w mennictwie rzymskim: propagandy. Pamiętajmy, że tym czym jest dla nas współcześnie prasa, telewizja i internet, tym dla mieszkańca Imperium była częstokroć moneta i jej przedstawienie. O ile więcej mogła znaczyć zapowiedź młodego następcy tronu, gwarantującego bezpieczną i stabilną sukcesję tronu w roku 23 n.e., niż z niewiadomych przyczyn pokazywanie go światu w roku 33 n.e., kiedy Druzus od dziesięciu lat był martwy. Rzym miał wówczas nowych sukcesorów, sam bawił się w najlepsze we wszystkich zakątkach imperium, urządzając igrzyska, agony, zawody i przeróżne festiwale ku czci bogów (tych już dobrze znanych, jak i nowo przyjętych do kolorowego panteonu). August pozostawił swoim następcom doskonale naoliwioną i sprawną maszynę jaką było Imperium za czasów tzw. Pax Romana. Być może wieści z pełnego zatrutych dań, podstępów, skrytobójstw, zdeprawowanego moralnie julijsko-klaudyjskiego „domu” były dla ówczesnego mieszkańca Imperium, czymś w rodzaju nieco zbrutalizowanej wersji serialu „Dynastia” lub „Sukcesja”, ale póki nie brakowało przysłowiowych chleba i igrzysk, nie było się czym zamartwiać.

Nie jestem ślepy i patrząc na drachmę Druzusa wciąż widzę datę XXXIV, natomiast dopuściłem możliwość błędu, w dodatku błędu, który został powielony. Wiem, że nauka nie znosi tego typu sensacji, ale może potrzebne jest jej czasem niewinne dziecko czy w tym przypadku amator jak ja, który jak w baśni  Andersena o „Nowych szatach cesarza” zawoła: ten król jest nagi! Cóż nauka ma swój koronny dowód w postaci tribunica potestas, ja mam swoje przypuszczenia i jeżeli ten tekst ma wywołać jedynie uśmiech politowania u niektórych, to i tak twierdzę, że było warto. Jak mawiał Walt Disney: „Myśl. Wierz. Marz. Miej Nadzieję”.

czwartek, 18 stycznia 2024

Agalma – uświęcony wizerunek

 



KOMMODUS (180-192)                                                     

Æ (28mm) (16,58g)   Cezarea    186 ne

RPC IV.3 10082

Awers: Popiersie cesarza w kirysie, paludamentum i wieńcu laurowym w prawo, Μ ΑΥΡΗ ΚΟΜ ΑΝΤΩΝЄΙΝΟС (MAREK AURELIUSZ KOMMODUS ANTONINUS)

Rewers: Agalma z Górą Argaeus na ołtarzu, ΜΗΤΡΟΠΟ ΚΑΙϹΑΡΕΙΑϹ, ΕΤ ΑΙ (METROPOLII CEZAREI, ROKU 11)    

Proweniencja: Numismad                                                                                                                                                                            

Maksymos z Tyru w swoich Dysertacjach z II wieku n.e. na temat kultowych wizerunków bogów pisze o „górze, którą Kapadokowie uważali za boga (theos), przysięgę (horkos) i święty wizerunek (agalmę)”. Agalma – ’άγαλμα, słowem tym starożytni Grecy określali kultowy posąg, wizerunek, obraz lub dar wotywny składany bóstwu w ofierze. Dokładnie z takim przedstawieniem mamy do czynienia na powyższym brązie cesarza Kommodusa. Agalma Góry Argaeus na ołtarzu. Pytanie brzmi: czy to sam święty wizerunek góry jako przedstawienie boga, czy też wotum złożone bóstwu opiekuńczemu góry? Być może jedno i drugie, religia nie zawsze przecież jest wytłumaczalna poprzez przyjęte prawa logiki, chociażby przykład Trójcy Świętej u chrześcijan, która pozostaje wizerunkiem jednego Boga w trzech postaciach.

W wielu częściach świata wulkany od czasów prehistorycznych otoczone były szczególną czcią, często były traktowane jako święte góry. Wiele z nich to stratowulkany, przykładem może być Fudżi lub Wezuwiusz, takim typem wulkanu jest też Erciyes – Argaeus. Góry te powstały w miejscu wybuchu wulkanu z produktów jego erupcji, a zatem można by rzec, że stworzyły same siebie. To nieco przypomina mit stworzycielski egipskiego boga Atuma zapisany w Tekstach Piramid: „Ten, który stworzył sam z siebie… Wszystko pojawiło się po tym, jak powstałem ja... nie istniało żadne niebo i żadna ziemia... sam stworzyłem każdą istotę... postępowałem z moją pięścią jak mąż... kopulowałem ze swą ręką”, dalej czytamy: „O Atumie, kiedy powstałeś, wyrosłeś jako wysokie wzgórze, błyszczałeś jako kamień Benben w świątyni Feniksa w Heliopolis”. Czy starożytni mieszkańcy Anatolii mogli mieć świadomość „samo stworzenia” się świętej góry? Tak czy inaczej Argaeus wyrzucając z siebie piroklastyczne skały urósł do wysokości 3917 metrów n.p.m.

Z przedstawieniem Argaeusa na ołtarzu mamy do czynienia pierwszy raz za panowania Kommodusa, od tego czasu będzie to stały motyw rewersów monet z Kapadocji. Znamy też inne przedstawienie na monecie, góry obwożonej w rydwanie. Możemy po tym domniemywać, że jej kult przybrał na sile, a może nawet, że zaczęły temu towarzyszyć święta i festiwale ku czci Argaeusa. Sama góra była już nie tylko lokalnym symbolem, ale jako „świętość” metropolii Cezarei-Euzebii zagościła w ręku personifikacji Kapadocji na sestercu Hadriana wybitym w Rzymie. Odnaleziono wiele kilkucentymetrowych odważników i posążków przedstawiających górę Argaeus, pochodzących z II-III wieku n.e. To wszystko dowodzi, że śmiało możemy nazwać jej wizerunek agalmą – kultowym posągiem.

Co ciekawe w tradycji greko-katolickiej święte obrazy, zwane ikonami, pełnią do dziś podobną, religijną rolę. Są one wręcz niezbędne przy odmawianiu modlitwy, spełniają rolę pośrednika, medium, pomiędzy modlącym się, a świętymi „napisanymi” na ikonie, czy nawet samym Bogiem, do których są zanoszone modlitwy. Być może owe odważniki, posążki, pierścienie z wyrzeźbionym wizerunkiem góry, a może i same monety z Argaeusem były rodzajem amuletu pozwalającymi na jakiś rodzaj bliższego „kontaktu” z bogiem lub zapewniającymi noszącemu je, jego ochronę i pomyślność.

Góra Argaeus


czwartek, 11 stycznia 2024

„Idiota”, który podbił Brytów



KLAUDIUSZ (41-54)                                                           

Didrachma (7,29g)   Cezarea    43-48 ne

RPC I 3625, Sydenham, Caesarea 55

Awers: Cesarz w wieńcu laurowym w lewo, TI CLAVD CAESAR AVG GERM P M TR P

Rewers: Klaudiusz z berłem powożący kwadrygą w prawo, DE BRITANNIS (NAD BRYTAMI) 

Proweniencja: Leu Numismatik, from the J. M. A. L. Collection, formed between 1970 and 2000, Chaponnière & Firmenich 13, 16 May 2021, 282 (with collector's ticket) and ex Credit Suisse Bern FPL 50, December 1986, 82                                  

Dziś chciałbym opowiedzieć Państwu o jednej z „perełek” mojej rzymsko-kapadockiej kolekcji. To didrachma cesarza Klaudiusza ze słynnym, propagandowym rewersem „DE BRITANNIS” – „(ZWYCIĘSTWO) NAD BRYTAMI”. Postać Klaudiusza jest zapewne znana wielu osobom za sprawą książki Roberta Graves’a „Ja, Klaudiusz” i zrealizowanego w latach 70., serialu na jej podstawie. Jąkający i śliniący się, przygłuchy i kuśtykający, pieszczotliwie nazywany przez swoją babkę Liwię i matkę Antonię Starszą – „idiotą” i „monstrum zaczętym, acz niedokończonym przez naturę” (Swetoniusz). Człowiek od dzieciństwa „chroniony” przed sprawowaniem jakichkolwiek funkcji publicznych, zamknięty w gabinecie ze stertą książek, wbrew wszystkim znakom na ziemi i niebie, 24 stycznia 41 roku n.e. został okrzyknięty cesarzem Rzymu, pierwszym i najważniejszym obywatelem ówczesnego świata. I pewnie za takiego dla przeciętnego zjadacza chleba uchodził, nieosiągalny i na wpół boski, ale dla ekwity i jeszcze lepiej urodzonego patrycjusza już niekoniecznie. Dla wolnego Rzymianina celem życia była nieustanna wspinaczka po społecznej drabinie, a jednym z jej najważniejszych szczebli była służba w rzymskiej armii. Synowie Marsa, już od zalążku ich państwa, budowali swoją historię i wielkość poprzez militarne sukcesy, wielcy wodzowie byli opiewani i sławieni, a w końcu sam wielki Gajusz Juliusz Cezar swoimi galijskimi podbojami utorował drogę ku Imperium, to on też jako pierwszy i ostatni z wielkich wodzów postawił stopę na owianej mgłą tajemnicy (ale też po prostu mgłą) wyspie celtyckich plemion Brytów… A gdyby tak uciszyć wszystkich niedowiarków i dorównać boskiemu Juliuszowi?

Nie bez powodów żaden z następców Cezara nie kwapił się do podboju Brytów. Handel z tamtejszymi kupcami układał się w Imperium całkiem dobrze, a koszty ewentualnego utrzymania tak dalekiego i odciętego od kontynentu kraju, byłyby niewspółmiernie wysokie w porównaniu do zysków, jakie mogłaby przynieść Brytania, jako nowa prowincja. Nie zapominajmy jednak, że Klaudiusz na gwałt potrzebował militarnego sukcesu, co pozwoliłoby mu na legitymizację swoich rządów. Do wyboru były trzy opcje: Partowie, Germanie i Brytowie. Zapewne pomocne tu były lata spędzone w gabinecie, nad książkami opisującymi historię Rzymu i prowadzonych przezeń wojen. Wiedział z nich, jakim ryzykiem był obarczony atak na państwa Partów i Germanów, klęski pod Carrhae i w lesie Teutoburskim ciągle były żywe w pamięci Rzymian. Kierunek na Brytanię zatem wydawał się najprostszą drogą do sukcesu. Nie chcę się tu rozpisywać na temat całej kampanii, przytoczę jedynie najistotniejsze fakty.

Główne dowództwo Klaudiusz powierzył Aulusowi Plaucjuszowi, który na czele czterech legionów w 43 roku n.e. ruszył na podbój Brytanii. Wartym odnotowania jest udział w walkach przyszłego cesarza Wespazjana. Wynik tej wojny był łatwy do przywidzenia, gdzie regularna armia rzymska stanęła naprzeciw niezorganizowanych i często zwaśnionych plemion celtyckich. Po szybkiej pacyfikacji Brytów, na wyspie zjawił się nawet sam Klaudiusz na czele doborowych oddziałów i kilku słoni bojowych, ściągniętych na tę okoliczność z Afryki. Po kilku miesiącach spektakularnych sukcesów, Senat przyznał cesarzowi prawo do odbycia triumfu w Rzymie, choć walki o pełną dominację trwały aż do 50 roku n.e., kiedy to ostatecznie udało się złapać i uwięzić brytyjskiego wodza, Caratacusa. Senat dodatkowo obdarzył Klaudiusza tytułem Britannicus, a sam cesarz zmienił imię swojego syna z Germanika na Brytanika.

I tu docieramy do wybitej w Cezarei kapadockiej didrachmy, która dokumentuje triumfalny przejazd Klaudiusza w kwadrydze koni ulicami Rzymu. Triumf cesarza nad Brytami wieściły też denary wybite w Rzymie, z tym że napis DE BRITANN umieszczony był na Łuku Triumfalnym poświęconym Klaudiuszowi. Z budowli tej do naszych czasów zachował się jedynie fragment inskrypcji, gdzie możemy przeczytać, że cesarz Klaudiusz przyjął kapitulację od jedenastu królów brytyjskich, nie ponosząc przy tym żadnych strat. Nie zapominajmy, że dzisiaj swoją wiedzę o wydarzeniach z kraju i ze świata czerpiemy z wiadomości w telewizji, internetu lub gazety, dla starożytnych takimi „mediami” w dużej mierze były monety, a za sprawą omawianej didrachmy, także mieszkańcy odległej Azji mogli „obejrzeć” i „poczytać” co słychać w wielkim świecie i czego właśnie dokonał ich prawowity przywódca. Przekaz owej „prasówki” był jasny i czytelny – wielki i mężny Klaudiusz podbił, owianą grozą tajemnicy, wyspę Brytów, ujarzmiając umalowanych niebieską farbą celtyckich barbarzyńców i ich pogańskich królów. Czy babka Liwia rzeczywiście miała rację nazywając swojego wnuka idiotą?

Klaudiusz ujarzmiający Brytanię (Sebastejon, Afrodyzja, Turcja)


sobota, 6 stycznia 2024

Maczuga (Heraklesa?)

 




HADRIAN  (117-138)                                                 

Didrachma (6,85g)   Cezarea    128-138 ne

RPC III 3109, Sydenham, Caesarea 280               

Awers: Głowa cesarza w wieńcu laurowym w prawo, ΑΔΡΙΑΝΟC CЄΒΑCΤΟC (HADRIAN AUGUST)

Rewers: Maczuga Heraklesa, ΥΠΑΤΟϹ Γ, ΠΑΤΗΡ ΠΑΤΡΙΔΟϹ (KONSUL PO RAZ TRZECI, OJCIEC OJCZYZNY)

Proweniencja: Leu Numismatik, ex European collection, formed before 2005

Kultura i religia grecka odgrywały olbrzymią rolę w asymilacji, podbitych przez Aleksandra Macedońskiego, państw na wschodzie. W historii czas od jego śmierci nazywamy epoką hellenistyczną, kiedy m.in. kultura i religia grecka przenikały się wraz z wierzeniami perskimi i lokalnymi. W całej Anatolii najoporniej ten proces zachodził w Kapadocji, która była krajem mocno konserwatywnym w tej sferze, podobnie zresztą rzecz się miała już pod okupacją rzymską. Zakłada się, że dopiero Ariarates V (163-130 p.n.e.) rozpoczął rozpowszechnianie kultury helleńskiej i jej elementów religijnych w Kapadocji. Proces ten zaowocował swoistym synkretyzmem religijnym. Tymi pierwszymi, zaadoptowanymi na kapadocki grunt byli oczywiście Zeus, Tyche, Apollo i Atena, ale w wielu miejscach wciąż czczono perskiego Ahura-Mazdę, Mitrę czy Anahitę. Do tego dochodziły lokalne wierzenia, przede wszystkim hetyckie kulty Argajosa i bogini Ma. W całym tym kolorowym panteonie dość łatwo odnalazł się również bohater powyższej didrachmy Hadriana – Herakles.

Półbóg-półczłowiek, zatem mający w sobie elementy zarówno boskie jak i ludzkie, łączący sacrum i profanum, jak ktoś taki nie mógłby stać się bliskim dla zwykłych śmiertelników? Ba, nawet się w nich czasami odradzał, jak chociażby w Aleksandrze Wielkim, Mitrydatesie VI Eupatorze czy w sposób dość wątpliwy w cesarzu Kommodusie. Pewnie większość zna tę historię o zesłanym na niego, przez urażoną i zazdrosną Herę za zdradę męża, której owocem był Herakles, szaleństwie. Ten w obłędzie zamordował trójkę swoich dzieci i dwójkę dzieci Ifiklesa. Jego pokutą za zbrodnie było owe słynne 12 prac, co znakomicie przysłużyło się greckim, helleńskim, a potem rzymskim (już jako Herkulesa) artystom i mincerzom do portretowania tego bohatera z pogranicza świata boga i ludzi. Obecność Heraklesa w Kapadocji poświadczają epigrafy z Tyany, odnalezione tam fragmenty jego posągu z końca epoki hellenistycznej, czy już z czasów prowincji posąg z Cezarei i sarkofag obrazujący jego 12 prac. Na numizmatach kapadockich zagościł dopiero za czasów ostatniego króla Archelaosa I.

Co ciekawe, najczęstszym przedstawieniem Heraklesa na monetach z Cezarei jest jego maczuga. Czasami towarzyszy jej orzeł, czasami gwiazdy. Nie ma, podobnie jak na innych monetach z tego kraju, imiennej legendy bóstwa, jest tylko symbol – maczuga. Na wielu płaskorzeźbach pokrywających skały Anatolii, hetyckie bóstwa są przedstawiane z maczugą. Czasami występuje tam ona samotnie. Była też bronią, co widać na odnalezionych srebrnych monetach z Komany, bogini Ma. Zatem była dość powszechnym atrybutem bogów w tym regionie. Nie chcę stawiać zbyt śmiałej tezy, że pozostawienie jej bez wyraźnej legendy wskazującej na Heraklesa, było celowym zabiegiem kapadockich mincerzy, chcących przemycić symbole dawnych bóstw. Możemy natomiast założyć, że podobnie jak w innych zhellenizowanych krainach i tu Herakles miał prawo przybrać lokalny charakter, stapiając się z lokalnymi wierzeniami Kapadoków.

Sarkofag z 12 pracami Heraklesa i jego posąg z Cezarei


poniedziałek, 1 stycznia 2024

Bogini Ma z Komany

 


DOMICJAN (81-96)                                                        

Didrachma (6,62g)   Cezarea    93/94 n.e. 

RPC II 1669, Sydenham, Caesarea 124      

Awers: Głowa cesarza w wieńcu laurowym w prawo, ΑΥΤ ΚΑΙ ΔΟΜΙΤΙΑΝΟϹ ϹƐΒΑϹΤΟϹ ΓƐΡΜ (IMPERATOR CEZAR DOMICJAN AUGUST GERMANIK)

Rewers: Atena stojąca z włócznią i sową w prawo, ƐΤΟ  ΙΓ (ROKU TRZYNASTEGO)

Proweniencja: Jean Elsen & ses Fils, ex Marc Bar Collections

Najprostszym sposobem identyfikacji osoby bądź przedmiotu jest jego czytelny opis i tytulatura. Jeżeli jej brak, doszukujemy się cech charakterystycznych obiektu, co pomaga nam w jego prawidłowym rozpoznaniu. Podobny problem spotykamy na powyższej, kapadockiej didrachmie Domicjana, gdzie legenda rewersu informuje nas jedynie o roku panowania władcy kiedy wybito monetę. Zaznajomieni z kulturą antycznej Grecji i Rzymu bez problemu odnajdujemy charakterystyczny attycki hełm, siedzącą sowę na wyciągniętej dłoni, włócznię, to pozwala nam skojarzyć przedstawioną postać z grecką Ateną, boginią wojny i mądrości, opiekunką miast. A co by było gdybyśmy tej wiedzy nie posiadali, co na tej monecie mógł dostrzec prosty mieszkaniec Kapadocji, może nie ten ze stolicy –  Cezarei, ale z mniej rozwiniętych kulturowo terenów? Zapewne sięgnął by po znane sobie wyobrażenia bóstw z rodzimego, anatolijskiego panteonu. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj bogini Ma, zazwyczaj przyodziana w hełm, zawsze dzierżąca broń. Jej imię – Ma – oznaczało matkę, ale przyozdabiano je różnymi epitetami: „Aniketos – Niezwyciężona” czy „He Nikephoros – Przynosząca Zwycięstwo”.

W Kapadocji kult Ma miał charakter lokalny, jej świątynia znajdowała się w mieście Komana. Przybliża nam to Strabon w Geographice: W paśmie górskim Antytaurus są głębokie i wąskie doliny, w których znajduje się miasto Komana i świątynia Enyo, którą tamtejsi ludzie nazywają „Ma”. Jest to duże miasto; jednakże jego mieszkańcami są głównie czciciele bogini i hierodule (niewolnicy świątynni). Kapłan jest panem świątyni, a także hieroduli, których podczas mojego pobytu było ponad sześć tysięcy, mężczyzn i kobiet razem wziętych. Do świątyni należy również znaczne terytorium, a dochody przysługują kapłanowi. Jest on drugiej rangi osobą w Kapadocji po królu; na ogół kapłani należeli do tej samej rodziny co królowie” (12.2.3).  Dalej czytamy o odbywających się tam rytuałach: „W czasach panowania królów, dwa razy w roku odbywały się procesje, podczas których arcykapłan nosił diadem (który był oznaką królewskiej władzy)” (12.3.32).

Źródeł kultu Ma możemy doszukać się w czczonej w Anatolii przez Hetytów huryckiej, „androgynicznej (dwupłciowej)” bogini Szaszusce. Szaszuska, identyfikowana z asyryjską Isztar, a później z fenicką Astarte, była boginią miłości (w tym tej seksualnej) i wojny, znana była także z mocy uzdrawiania. Wraz ze swoim bratem Teszubem stała na czele panteonu huryckiego. Podobnie kapadocka Ma, oprócz przymiotów wojennych, była postrzegana jako bogini Matka – opiekunka miasta i ludzi. Wiązano ją również z przejściem w dorosłość obu płci, a podczas odbywających się festiwali ku jej czci praktykowano sakralną prostytucję. Przez Greków kojarzona była z Enyo, a przez Rzymian, o czym wspomina Plutarch, z Ateną/Minerwą i Belloną.

Ze wschodnią boginią Ma, Rzymianie zetknęli się poprzez Sullę i jego legionistów. Historia ta ma swój początek w 96 roku p.n.e., kiedy Lucjusz Korneliusz Sulla otrzymał zadanie od Senatu, aby przywrócić na tron Kapadocji Ariobarzanesa, wypędzonego stamtąd przez Mitrydatesa VI, króla Pontu. Z naprędce zebranym, niewielkim wojskiem, z miast małoazjatyckich (Sulla przebywał wtedy jako pretor w Cylicji), wkroczył w głąb trudnych terenów Kapadocji, gdzie dokonał rzezi na propontyjskich mieszkańcach Kapadocji i Armenii, przywracając na tron Ariobarzanesa. Była to zapewne jedna z jego bardziej błyskotliwych kampanii. W trakcie tej wyprawy Sulla zetknął się z kultem bogini Ma, która z uwagi na swe wojenne atrybucje, była identyfikowana z rzymską Belloną. Odwiedził jej miejsce kultu, został jej żarliwym wyznawcą, w zamian ona otoczyła opieką jego wojskowe działania jako Ma-Bellona. W 88 roku p.n.e., w chwili rozterki Sulli, nad tym czy podjąć zbrojną wyprawę na Rzym, bogini odwiedziła go podczas snu, o czym pisze Plutarch: „Sulli objawiła się podobno we śnie bogini, której kult przejęli Rzymianie w Kapadocji. Widział mianowicie, jak bogini stanęła obok niego i wręczyła mu piorun, po czym wymieniając po kolei każdego z jego nieprzyjaciół, kazała mu ciskać w nich tym piorunem, a oni rażeni padali i gdzieś znikali. To widzenie dodało mu ostatecznie odwagi. Opowiedział je koledze i z nastaniem dnia ruszył na stolicę”. Po swoim ostatecznym zwycięstwie pod Bramą Kolińską w 82 roku p.n.e. i objęciu funkcji dyktatora perpetuo, w podzięce swojej opiekunce, zbudował świątynię Ma-Bellony w pobliżu Bramy Kolińskiej. Możliwe, że też z jego woli powstało na Kapitolu jej sanktuarium. Przeniesiony na rzymski obszar kult Ma-Bellony był znany ze sporej ilości przelewanej krwi. 24 marca w dzień zwany Dies sanguinis (Dzień Krwi), kapłani Bellony – bellonari – rytualnie okaleczali się i pili krew. 

Jak widać kulty, z pozoru odległych od siebie kultur, przenikały się i często tworzyły nowe hybrydy, Ma-Bellona, Ma-Enyo, Ma-Kybele czy Ma-Atena. Pozostaje otwartym pytanie, czy mincerze kapadockich monet świadomie pomijali nazewnictwo umieszczanych tam bóstw. Czy chcieli stworzyć poprzez to, uniwersalny przekaz, który jednocześnie spajał odległe narody, a z drugiej strony nie wypleniał rodzimych kultów, a raczej starał się je połączyć z własnymi wierzeniami? A do samej świątyni Ma w Komanie zapewne warto będzie jeszcze wrócić w kolejnych wątkach.

Grobowiec rzymski z IV wieku n.e. w Komanie





Antyczny rebus

  HADRIAN  (117-138)                                                   Didrachma (6,40g)   Cezarea    128-138 n.e. RPC III 3113, Sydenha...